Fundacja Dr Lucy

Pełna wersja: Czesiu, Czesinek, kochany pies.
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Czesiek miał być miód , cud i ogólnie cudne życie.  A jest żal cholerny, ból , wyrzuty sumienia i gdybanie. Gdybyśmy nie wyjechali na wywczasy może byś żyl, gdybyśmy zdążyli popodłączyć cię do kroplówek, tlenu, cewników, poprześwietlali  to może byś żył. Nic  z tych rzeczy nie zrobiliśmy. Zbyt szybko odchodziłeś . Rano jeszcze zjadłeś śniadanie , byłes na spacerze, a w południe wkroczyłeś na drogę bez odwrotu. A nam żal, że nie zdążyliśmy zamazać w twojej pamięci rzeczy, które były złe, zdarzeń, ktorych nie powinien poznać żaden pies. Głupolu jeden odważnie znosiłeś zło, a miłość i dobro cię powaliło. Jakbyś się bał, że to zmyłka, że za chwilę znów zaczną bić i głodzić. A może myślałeś, że my tacy mocarni i śmierci wygrać nie damy, że obronimy psa przed wiecznoscią tak jak chroniliśmy przed uderzeniem w drzewo, krzesło lub stól. A my tak samo maleńcy wobec praw natury jak ty i najmniejszy robaczek. To dlaczego Czesiuniu ktoś tam kiedyś traktował cię jak rzecz bez uczuć, bił i męczył. Czy nie warto pomyśleć przed uderzeniem psa, że łączy nas ludzi życie i śmierć. Tak trudno w oczach psa duszę zobaczyć? Łatwizna, prawda Cześku tylko trzeba mieć chęć do bycia normalnym człowiekiem. Kochaniutki potrafiłeś wzbudzać w ludziach najlepsze cechy. Czemu ci co znali ciebie w latach młodości nie poczuli twego czaru? Nie wiem. Czy to jakaś zmowa wyższych czynników , a ty jak anioł miałeś sprawdzać nasze poczucie dobra i zła. To ty tam złociutki , gdzie ci dali nowe oskrzela, nowe płuca i tlenu pod dostatkiem pamiętaj jak pańcio w trakcie spaceru opisywał ci drzewa, jak znosił cię ze schodów i nie pozwalał nikomu innemu tego robić. Jaką radość sprawiało mu wieczorne pogadywanie do ciebie i każde twoje przyjście do niego z prośbą o pieszczotę. Oj, pokochał cię ten pańcio żarliwie, z pasją. Chciał przez te parę miesięcy dać ci miłość na całe twoje piętnaście lat. Odszedłeś jak ktoś kochany, otoczony ludźmi, którzy dbali o ciebie, nie jak stary, zużyty przedmiot. W ostatnich chwilach życia otaczały cię tylko kochające serca. Mały Staś dał ci do grobu wesoły kocyk. Zielony jak trawa i biały jak śnieg. 

Cześku! Dałeś nam tak wiele, a my tobie zbyt mało. Tak bardzo tęsknimy do ciebie, że spacerując po polach i lesie wspominamy twoje truchtanie. Ścieżka w owsie, w który wszedłeś pewnego dnia jeszcze jest, a chabry co to na nich leżałeś też na ziemi ułożone. Do miejsc gdzie nie zdążyłeś z nami dojść zaniesiemy twój obraz w myślach.
[Obrazek: Cz.jpg]
Czesiek wypiliśmy po kielichu, na smutki i za tych co ich nie ma. A po trunku popłynęły wspomnienia o tobie. Wypowiedzieliśmy głośno lęki, drżenia serca przeżywane gdy zauważaliśmy, że słabniesz mimo zwiększonej dawki leków. Ja widziałam jak dawniej witane dziarskim przytupem panienki omijasz jak powietrze i już wiedziałam, że za rogiem czai się zimno i mrok. Nic nie mówiłam. Marzyłam, że jak nie wypowiem obaw to one znikną, rozwieją się. Mąż w rozmowie przyznał, że bał się zwracać moją uwagę na twój brak zainteresowania romansową sferą, ale czuł, że coś nie tak. A wszystko łotr  notował w pamięci tylko usta sznurowało mu przekonanie, że jak nie wniknie w przyczynę szukania świętego spokoju przez ciebie to nic się nie stanie. Ty, Czesinku wiedziałeś wcześniej od nas, że nadchodzi czas pożegnań. Powolutku, cichutko szykowałeś się do ostatniej drogi. A my stosowaliśmy pocieszanki. Nie interesujesz się damami, co tam , nie musisz być gotowy do gorących porywów w każdej chwili. Ba, wyczytaliśmy przecież, że z wiekiem instynkt do rozmnażania słabnie. A książki nie kłamią.  Z jakim utęsknieniem słuchaliśmy słów lekarza, że tylko trzeszczenia w płucach słychać, że brak świstów, gwizdów, że oskrzela mniej ściśnięte. Jakby te trzeszczenia były bezwzględnie konieczne do życia. Tuliliśmy ciebie po wyjściu z lecznicy radośnie . Przecież nie było dramatycznej diagnozy. Tak siebie i ciebie podbudowywaliśmy, aby w ostatnich chwilach, kiedy już nawet tacy wierzący w wolę twego trwania jak my zrozumieli, że znikniesz pogrążyć się w osłupieniu, w bezczasowych momentach trwania. Ze zdziwieniem patrzyliśmy, że słońce świeci, zapada mrok. Jak to tak. Świat nie stanął w bezruchu, nie zauważył, że odeszła z niego cudowna istota, ktoś kto potrafił przetrwać gehennę, ktoś kto mimo okrucieństw wierzył, że życie ma jasne strony. Miesiąc wcześniej przestałeś unosić nogę, już nie miałeś ochoty zaznaczać swojej wyższości nad konkurentami i kręgosłup bolał przy tych sztuczkach gimnastycznych tak dobrych w młodości. Ze trzy dni wcześniej kotykoty przestały do ciebie przychodzić. Może wtedy trzeba było pod kroplówki, pod maszyny to dziś zamiast w grobie leżałbyś koło nas z rurką w żyle i wysoko podwieszoną butlą z życiodajnym płynem, ale czy chciałbyś tak trwać, bez możliwości truchtania, wąchania i zjedzenia ciasta marchewkowego. Nie wiem, ale ja nigdy w życiu nie zgodziłabym się na takie chwile. Jeśli już śmierć to wsród rodziny, godna, bez technicznych przedłużaczy cierpienia. 

Paulo, Aniu i wszyscy dzięki, którym los Czesia się odmienił dziękujemy wam z całego serca za to, że dzięki wam mieliśmy Czesława Wspaniałego. Zbyt krótko był z nami, ale był, ale jest we wspomnieniach bardzo bolesnych, choć przyjaznych dzięki anielskiej słodkości kolaczka. 
Pamiętając o Tobie Czesinku weźniemy pod swój dach następnego biedaka. Niech jeszcze jeden znajdzie ludzkich przyjaciół.
Czesiek! Takie dni nastały, że myślimy o tych co odeszli. No to i my o Tobie myślimy. Dziwne, że bliskich ludzi jakby tak po łebkach powspominaliśmy. Umarli, my też umrzemy, trudno, a was psy i koty z płaczem serdecznym wspominamy, albo ze śmiechem tak jakbyście w danej chwili psikusa nam robili. Pamiętasz jak wpakowałeś się w krzaki i nie mogłeś wyjść. A my na ratunek przybiegliśmy i sami w rzepy się poubieraliśmy, a moja czapka została na krzaku? Opowiadał ci może Juniorek jak wrócił ze spaceru zielony, ponieważ wskoczył do stawu pełnego rzęsy. Sobie tak myślę, że wy razem tam gdzieś się trzymacie. Brończyki jesteście przecież. 

Jest żal, że was nie ma, ale i radość najwspanialsza, że byliście, że uczyliście nas jak widzieć świat sercem, a to trudna lekcja i nie zawsze dobrze odrobiona. 
[Obrazek: 072.JPG]
Takie życie jest i już. Przeczytałam o śmierci Rokiego i już Ty Czesinku w głowie siedzisz. Już wspominam cudne, staruszkowe dreptanie i najbardziej wzruszające chwile, gdy wychodziłeś ze swego wycofania, gdy próbowałeś być jak inne psy. Żegnałam wiele psów. Wszystkie opłakane i we wspomnieniach żyjące. Im daliśmy wiele, dużo wiosen i zim beztroskich, a Tobie okruszek dobroci, chwilkę lepszego życia. Dlatego żal za tobą ogromnieje. Nie cichnie, boli bardziej jeszcze, ponieważ już nigdy nic dobrego dla Ciebie nie zrobimy. Nigdy.
Pani Halino, w Państwa przypadku to lekcja wyjątkowo sumiennie odrobiona. Gdy nauczyciel dobry i uczniowie dobrzy, to inaczej być nie może...